Bilans paru ostatnich dni:
- odpalając z kopki (bo rozrusznik nie kręcił - przekaźnik padł) wyrwał dziurę w pokrywie przekładni
- jadąc zgubił klosz kierunkowskazu
- podczas jazdy pękł mu tłok (prawdopodobnie z powodu luzów na wale) i musieliśmy wyciągać i rozbierać cały silnik żeby to jakoś ogarnąć
Generalnie fajnie się to skręca - chiński plastik zwany metalem, trochę mocniej dokręcisz śrubę i zrywasz gwint itd. Wrażenia z jazdy też niesamowite - nigdy nie wiesz co tym razem się urwie ani czy zdążysz do pracy
Już pomijając że po przykręceniu głowicy i cylindra do bloku silnika tłok obijał się o głowicę i trzeba było dorabiać uszczelki z kartonu żeby podnieść cylinder
Przynajmniej łatwiej na tym przytrzeć stopkę centralną niż podnóżek w gsxf, aż się zdziwiłem że tak łatwo
Więc nie narzekajcie na imbryki


