Witam wszystkich na Forum!
Nie wiedzieć dlaczego nigdy na dłużej nie ,,przylgnął" do mnie pseudonim... chociaż z racji nazwiska przez jakiś czas mówili na mnie Frajdej
Już jako dzieciak fascynowały mnie dwa kółka z silnikiem, zapach spalin, mechanika itd. W rodzinie nie było tradycji motoryzacyjnych ani motocyklowych stąd rodzice zawsze stawali na przeciw realizacji moich skrytych marzeń. Kiedyś nawet stałem się na kilka godzin szczęśliwym właścicielem niebieskiej motorynki. Jeśli mnie pamięć nie myli kupiłem ją za skrupulatnie odłożone 5 albo 6 milionów złotych polskich (na pewno pamiętacie ceny sprzed denominacji)! Niestety, ku mojej rozpaczy, szanowni rodziciele stanowczo nakazali oddać sprzęt. Co ze łzami w oczach musiałem zrobić...
Moja prawdziwa moto-historia ma początek pod koniec lat 90 XX wieku. Jako nastolatek miałem przyjemność przejechać się jako pasażer na motocyklu kolegi. To była Yamaha XJ900. Przeżycie niezapomniane. Nawet nie wiem którędy jechaliśmy bo był wieczór, a z wrażenia zaparowała mi szyba.
No i tak to się zaczęło... Wbrew wszystkim pierwsze, samodzielnie zarobione pieniądze wydałem na Yamahę RD 80. Choroba postępowała i 80 cm3 stało się za małe więc uderzyłem z grubej rury i kupiłem Suzuki GSX750 ES z 1984 w stanie słabym. Motocykl był po szlifie. Oryginalny aparat zapłonowy ktoś zastąpił jakąś własną konstrukcją z podzespołów od niezidentyfikowanych bliżej maszyn. Benzyna lała się swobodnie przez gaźniki do cylindrów, rozrzedzała olej, a kiedyś nawet wylała się przez rury wydechowe. Silnik na pewno był przegrzany bo olej sączył się spod cylindrów i głowicy. Przystąpiłem do wieloletniej naprawy. Niestety, moje okolice nie słynęły specjalnie z uczciwości więc kolejne naprawy u ,,fachowców" kończyły się poważnym uszczerbkiem na skromnym budżecie, a stan maszyny nie poprawiał się. W końcu wziąłem sprawę w swoje ręce. Zdobyłem książkę serwisową, kupiłem albo pożyczyłem odpowiednie narzędzia, znalazłem miejsca w których zaopatruję się w części i samodzielnie przystąpiłem do naprawy. I tak po latach moja ,,Suzi" w końcu jest w nienagannym stanie, a czasami dumnie wypinam pierś bo ,,sam nie chwaląc się to sprawił". Być może, że kiedyś dokupię inną maszynę ale tej już nigdy się nie pozbędę. Może to zabrzmi śmiesznie ale po tylu latach (zdaje się 12 latach) i trudach ta maszyna jest już częścią mnie.
Preferuję turystykę motocyklową raczej spokojną, rozważną. Dźwięk silnika, szum wiatru, ciągłe zmiany miejsca, biwaki, piękne krajobrazy i ciekawe miejsca to jest to co najbardziej mnie kręci. Tego typu wyjazdy dają mi poczucie swobody, przynajmniej chwilowe wrażenie niezależności.
Nie ukrywam, że lubię czasami pomajstrować. Cieszy mnie sama naprawa, a jak po wszystkim uda się uruchomić silnik to chyba nie muszę tłumaczyć co to za przeżycie
Niedoścignionym wzorem do naśladowania są Brytyjczycy z ekipy Mondo-Enduro, 44 tys. mil w 440 dni. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś przeżyć choć 1/10 tego co oni podczas swojej podróży po wszystkich kontynentach naszej planety (polecam dokument z ich podróży).
To jest moje pierwsze forum stąd niewiedza odnośnie powitania.
Obecnie pracuję jako zaopatrzeniowiec. Zaopatruje moją firmę w preparaty chemiczne niezbędne do produkcji.
Ot i tyle co na szybko przyszło mi do głowy.
Pozdrawiam.
Marcin
P.S. w wolnej chwili postaram się wyszukać jakieś zdjęcia żeby je zamieścić na forum.




