Mój wybór padł na alarm spy moto: http://www.stig.pl/produkty.php?id_produktu=226&id=311 - ale równie łatwo powinno się dać podpiąć każdy inny alarm.
Co do samego alarmu - chciałbym go polecić ale raczej nie mogę, w tej cenie spodziewałem się czegoś lepszego. Klapka pilota odpada a żeby wyzwolić alarm trzeba naprawdę się postarać i mocno poskakać po moto (może z czujnikiem mikrofalowym jest lepiej, ja mam bez - w wolnej chwili zrobię sobie przejściówkę do czujnika rtęciowego, ale to osobny temat). Plus zasięg pilota - można odnieść wrażenie że on działa tylko w otwartym terenie, wystarczy mała betonowa ściana i 30m od moto już zasięgu nie ma (znacie most Grota w Wawie od strony Pragi? Postawiłem moto na tym "parkingu" i pod samym mostem już nie było zasięgu). No ale trudno.
Alarm da się założyć bez rozbebeszania połowy moto - właściwie to nie odkręciłem żadnej plastikowej części jajka.
Czego potrzebujemy:
- nożyk tapicerski albo jakikolwiek - do zdejmowania izolacji
- lutownica - polecam do tego 60W
- cyna - ja używałem 1mm
- taśma izolacyjna (jest w zestawie z alarmem)
- opaski zaciskowe ("tyrytytki") - ale to niekoniecznie
- śrubokręt krzyżakowy (żeby dla pewności odłączyć akumulator na czas zabawy i nie wywołać małego pożaru np. upadającym kabelkiem)
- umiejętność lutowania
- w przypadku spy moto potrzebny będzie też przekaźnik rozwierny (czyli taki który normalnie ma zwarte styki a po podaniu napięcia je rozłącza - może być też taki który przełącza styki po podaniu napięcia) - jakikolwiek na 12V, 10A spokojnie wystarczy, do kupienia w sklepie elektronicznym albo na Allegro, tylko trzeba zwrócić uwagę żeby był rozwierny albo miał rozwierną sekcję
Ze spy moto wychodzą kabelki:
- czarny - masa
- czerwony - 12V podawane ciągle
- brązowy - 12V podawane po przekręceniu stacyjki
- niebieski - do startera (ja nie podłączałem)
- dwa żółte - do kierunkowskazów
- szary - niepodłączony w środku
- różowy - alarm podając na niego masę odcina zapłon
Zanim podejdziemy do moto musimy przylutować przekaźnik - bo w jajku zapłon odcina się nie przez podanie masy tylko przez rozłączenie obwodu. Odcinamy przy wtyczce szary kabelek, różowy trochę dalej (żeby móc przylutować przekaźnik) i zdejmujemy izolację z czerwonego. Mamy teraz:
- czerwony ze zdjętą izolacją
- różowy idący do alarmu
- różowy luzem (do podłączenia w jajku)
- szary luzem (jak wyżej)
Podłączamy przekaźnik:
- cewka przekaźnika: jeden koniec - czerwony, drugi - różowy idący do alarmu
- styki przekaźnika: jeden koniec - różowy luzem, drugi koniec - szary luzem
Idea jest taka że kiedy alarm poda na różowy kabelek masę, to przekaźnik rozłączy obwód w jajku.
Izolujemy przekaźnik, idziemy do jajka, zdejmujemy siedzenie, odkręcamy klemy akumulatora i wyciągamy puszkę z bezpiecznikami. Mamy tam m.in. grube przewody - czerwony i pomarańczowy. Z czerwonego zdejmujemy izolację, pomarańczowy przecinamy. Czyli mamy trzy jakby połączenia:
- czerwony ze ściągniętą izolacją
- pomarańczowy idący do bezpieczników
- pomarańczowy idący do jajka
Teraz:
- czerwony z alarmu podłączamy do czerwonego w jajku
- szary z alarmu podłączamy do pomarańczowego idącego do bezpieczników
- brązowy i różowy z alarmu (czyli różowy z naszego przekaźnika) łączymy razem do pomarańczowego idącego do jajka
Zdjęcie pokaże najlepiej.
Teraz masa i kierunki. Masę postanowiłem podłączyć do masy idącej do kierunków - bo akurat tam była dostępna. Po prawej stronie jajka idą kabelki do tylnej lampy:
Interesują nas dwie wiązki idące do dwóch dwustykowych kostek - jedna ma kabelek czarny z bialym paskiem i czarny, druga czarny z białym paskiem i ciemnozielony. Tylko nie rozpinajcie tych kostek - właściwie to nie trzeba, a nieźle się namęczyłem żeby je potem włożyć bez zdejmowania owiewki. Zdejmujemy izolację z czarnego, ciemnozielonego i któregoś czarnego z białym paskiem (obojętne którego - są dwa, do obu będzie dobrze). Do czarnego i zielonego podłączamy po jednym żółtym z alarmu, do czarnego z białym paskiem - czarny z alarmu.
Potem wszystko lutujemy w taki sposób, że lutownicą rozgrzewamy połączenie i po drugiej stronie przykładamy cynę. Cyna ma się roztopić o gorący kabel a nie o grot lutownicy. Dzięki temu mamy pewność dobrego połączenia - nie zrobi się zimny lut i nie rozleci się na pierwszej dziurze. Izolujemy wszystko, wkładamy skrzynkę bezpieczników na miejsce, przykręcamy akumulator, sprawdzamy wszystko jeśli działa to spinamy "tyrytytkami" żeby nie latało.
Pierwsze próby dobrze przeprowadzać z odłączoną syreną - po co ma wyć bez potrzeby.

