przez Bones » czwartek, 7 maja 2009, 08:40
Znajomy gdzies to znalazl w internecie i dzisiaj mi powiedzial - długie ale w sumie spoko:
Był sobie raz harleyowiec. Harleyowiec bardzo dbał o swojego Harleya. Czyścił go, chronił przed deszczem, polerował i smarował chromy wazeliną.
Harleyowiec poznał dziewczynę. Bardzo się polubili i pewnego razu dziewczyna zaprosiła Harleyowca do domu na obiad z rodzicami.
Harleyowiec pojechał Harleyem do dziewczyny, postawił Harleya przed domem i poszedł na obiad. Było bardzo miło i sympatycznie, obiad smaczny.
Po jedzeniu ojciec dziewczyny nagle mówi: "Dobra, pojadło się ale kto się teraz pierwszy odezwie to zmywa naczynia".
Harleyowiec nic się nie odezwał tylko pobiegł do kuchni a tam sterta brudnych, zaschniętych naczyń niemytych chyba ze dwa tygodnie.
Myśli sobie Harleyowiec "k***a, nie będę przecież tego zmywał, pierdolę nie odzywam się". Wrócił do jadalni i siedzi z wszystkimi.
Minęła godzina ... Nikt się nie odezwał... Minęłą druga ... Nic. Harleyowca cholera bierze, myśli sobie:"k***a już nie wyrobię.
Coś trzeba wymyślić, żeby się odezwali". Niewiele myśląc zerwał się wziął dziewczynę na stół i rucha ją. Dziewczyna myśli sobie:"Co za palant! Rucha mnie na stole przy rodzicach! Jak on mógł?! Myślałam, że on mnie kocha a jemu tylko na tym zależało! Wygarnęłabym mu..., ale nie mogę się odezwać bo będę zmywać." Ojciec jak to zobaczył to myśli:"Co za k*** z tego Harleyowca!Żeby moją własną córkę na stole przy mojej żonie ruchać?Zaraz bym mu wygarnął... ale nie mogę bo będę zmywać". Matka myśli:"Kogo ta nasza córka sprowadziła. Żeby ruchać na stole przy rodzicach?! Ale bym mu wygarnęłą, ale nie mogę bo będę zmywać!" No i nic. Wszyscy siedzą cicho jak siedzieli.
Minęło kolejne pół godziny... Minęła godzina... Półtorej...
Harleyowiec niewiele myśląc bierze matkę w obroty. Dziewczyna myśli sobie:"Boże! Co za **** z tego mojego Harleyowca! Jak on mógł? Moją matkę! Przy mnie! Przy moim ojcu! Ale nawet nie mogę się odezwać ... ... ... Bo będę zmywać." Ojciec myśli:" Nie! Nie! Nie wytrzymam tego! Rucha moją żonę! Przy mnie, na stole, przy mojej córce! Zaraz mu wpierdolę! Ale nie!... Nie mogę się odezwać ... Bo będę zmywać."
Wszyscy znowu siedzą cicho... Minęłą godzina... Dwie... Trzy... Harleyowiec zrezygnowany wbił oczy w okno... Patrzy sobie w niebo ... W chmury... Coraz więcej chmur ... Nagle ... kap,...kap ... zaczyna padać. Harleyowiec zrywa się od stołu. Biegnie do okna. Patrzy ... A tu na jego Harleya pada deszcz! Coraz więcej deszczu! Nie wytrzymał i krzyczy: "Ojciec! Masz wazelinę???
a ojciec: "Dobra!...Wystarczy!...
Pójde pozmywać....!
Ostatnio edytowano czwartek, 7 maja 2009, 08:42 przez
Bones, łącznie edytowano 2 razy