Wczoraj żonka zadzwoniła, że wracając z sąsiadkami z grzybobrania zastała naszego Matizka z ... wgnieconą tylną klapą bagażnika

. Jak wróciłem z pracy i zobaczyłem tę klapę, to prawie mnie krew zalała. Zderzak cały, a klapa ma jeden duży wgniot i kilka małych, oraz jest trochę przeszlifowana i widać czerwony lakier ( nasz jest błękitny ). Wychodzi na to, że jakaś melepeta ( użyłem tego słowa, bo w słowniku języka polskiego nie ma wystarczająco obelżywego wyrazu na tego kogoś ) manewrowała czerwonym samochodem terenowym. Pewnie nawet nie ma zadraśnięcia, więc straciłaby ta osoba 10% zniżki na OC i tyle. A tak wyszło nasze "polactwo"- nabroić i zwiać- a nuż się uda. Przykre to...
Tak chciałem się wyżalić...
P.S.
Dobrze, że żonka nie zabiera mi Suzi

.