Cino napisał(a):Haya to typowy wielki turystyczny kloc do walenia po 1000 km dziennie na autostradach
Dokładnie - tak się składa, że oznaczenie modelowe GSXR zostało tylko ze względu na technologię i moc silnika. Zresztą wystarczy się przyjżeć - 1300 w ilości plastiku dużo bliżej do naszych krów niż do lekkiego gixera 1000.
Haya to typowy turystyk, do walenia potężnych tras na autobanie. Zauważ, że w moto GP nie ma tego motocykla na zawodach. Są mniejsze gixery, bo wszystkie mniejsze są typowo na tor, są lżejsze itp itd. Owszem - bykiem 1300 można i na torze jeździć, ale to tak samo jak naszymi krowami - można, ale czy do tego one są?
Zacytuję też Tesa, gdy byliśmy na szkoleniu Suzuki na Modlinie: "(...) w życiu bym nie uwierzył, że to można tak położyć." Taka prawda, panowie - 230 kilo nie jest do przerzucania z boku na bok na zakrętach. Dla porównania, taki gsxr 1000 waży 180 kilo. Rachunek jest zatem prosty.
Na rajdzie do Ukrainy, było trzech kolesi, z którymi ja jeździłem - Suzuki GSXR 1000, Honda CBR 1000 RR, Yamaha R1. Gdy jeździliśmy 60 - 80 na godzinę, nadgarstki im wysiadały. Tam cały ciężar na nich właśnie spoczywa. Mnie bolały barki, bo my na jajku możemy na wyprostowanych rękach bez problemu jechać i to ramiona mają większe obciążenie. Był też koleś z gixerem 600 - pozycja tak samo męcząca jak na tych litrowych, a mocy tyle, że nasze jaja (nawet 750) mogą się schować. Ale niestety pasażer ma przejebane.
Blackbird (na youtubie sobie poszukajcie) zapierdala jak dzik do 300km/h i to bez problemu. Na więcej w Polsce mało gdzie sobie i tam można pozwolić, a komfort siedzenia na nim jest taki jak na jajku. Mój kuzyn ma CBR 1000 F4 (czyli poprzednika blackbirda) i jest to tak samo typowy turystyk jak nasze jajka.
Jak chcesz czegoś wygodnego na trasy, wal albo cebre albo r1300. Jak chcesz na krótkie szybkie dystanse wal w gixera 1000 albo r1. Tyle ode mnie
[ Dodano: 18-05-09, 13:27 ]I dodam jeszcze parę rzeczy w celu sprostowania:
Po pierwsze: GSXF 750 waży suchy 211 kg. GSXR 1300 waży suchy 220 kg. Dodatkowa różnica to ilość płynów do obu pojazdów wchodzących, ale gwarantuję, że nie jest to 40 kg, tak jak Fire napisałeś.
Po drugie: brakuje Ci mocy i dynamiki. OK. Rozumiem, że umiesz nad nią zapanować na tyle, że po prostu męczysz się na jajku? Polecam dla pokory obejrzeć to:
http://www.youtube.com/watch?v=iKKjmDrs3V8. I powiem tak: jeżeli umiesz tak jeździć, to bierz r1300 lub XX. Jeżeli nie, to jeszcze poczekaj, zapisz się na parę kursów a potem sam pojeździj na płytę lotniska w celu praktykowania nabytej wiedzy.
Ja zamykam na zakrętach kapcia, moto kładę do tego stopnia, iż z racji wytartej z przodu opony, wracając wczoraj na trasie lubelskiej przodem złapałem parę razy uślizg na zakręcie. I nie mówię tego po to, by się chwalić (chociaż moim zdaniem umiejętne zakręty to niezły powód), ale aby opisać Ci taką rzecz: byłem pewny siebie i myślałem, że niewiele mi brakuje do wyeksploatowania jajka, że za 2 sezony pewnie przerzucę się na większy sprzęt. Ale właśnie owy filmik oraz opisane uślizgi uświadomiły mi, że jeszcze nie czas. I co z tego, że zachowałem w trakcie tych uślizgów zimną krew i obyło się bez problemów? Chodzi o to, że na większych maszynach masz dużo więcej mocy, więc nie daj boże panicznie szarpniesz manetką w złą stronę i bum.
Osobiście, dopóki nie zacznę jeździć tak, jak ten gościu zdający na tym filmiku (rzecz dzieje się oczywiście w Japonii), to nie zamierzam kupować mocniejszego sprzętu. Już teraz wiem, że to będzie byczek 1300R, ale wiem też, że jeszcze go nie kupię.
Inna rzecz, na którą proponuję zwrócić uwagę: nie sugerujcie się, kto ile czasu jeździ, czy ile kto przejechał km. To nie ma nic do rzeczy. Jeżeli jeździsz bardzo turystycznie, wszystkie zakręty pokonujesz małą prędkością będąc praktycznie całkiem wyprostowany i w życiu nie łapałeś uślizgu tyłem, nie hamowałeś awaryjnie, nie omijałeś przeszkody itp - to masz małe doświadczenie. Jazda prosto bez nieoczekiwanych wypadków nic nie uczy, po prostu nie będziesz wiedział, jak się zachować w nagłych sytuacjach.
Ale jak to ktoś powiedział - co kto lubi. Jeżeli czujecie się na siłach i uważacie, że dacie radę ujarzmić ponad 140 bhp żywej mocy - proszę bardzo

Tylko czy rzeczywiście będzie to sprawiało przyjemność, czy raczej ciągły stres? Znajomy jeżdżący road kingiem powiedział tak: "śmieszy mnie, jak widzę kolesia na supermoto, który jest za mną, wchodzimy razem w zakręt, wychodzimy z niego, a koleś jest już 500 metrów za mną". O czymś to świadczy i nie jest to czcze gadanie. Tylko proszę teraz nie wyskakiwać z argumentem, że "widocznie się nie śpieszył i jechał ostrożnie", bo popatrzcie jak wygląda Road King, popatrzcie jak wygląda np. gsxr 1000 i będziecie wiedzieli, że jeżeli stabilnie harleyem wali się bezproblemowo zakręt, to superplastikiem tym bardziej. Po prostu trzeba mierzyć siły na zamiary.